logo

Jak wspomniałem w poprzednim komentarzu – myśląc o rozwoju, myślimy o zmianie. Media pełne są historii opisujących, jak ludzie radykalnie zmienili swoje życie z dnia na dzień. Inni, podejmują próby, ale te spełzają na niczym. W konsekwencji wracają do punktu wyjścia. Jeśli dokonywać zmiany, to jak duża ona powinna być? Czy wielkość zmiany jest miarą naszych ambicji ?

zmiany

W mojej skromnej ocenie zmiany powinny być małe, najmniejsze jakie tylko możemy uczynić. Wydaje się to dzisiaj podejściem dominującym w większości nurtów psychologicznych. Wynika to z dwóch głównych przesłanek: fizjologicznej i ekologicznej.

Przesłanka fizjologiczna

Dokonując zmiany zazwyczaj uruchamiamy śródmózgowie. W nim, a dokładnie w ciele migdałowatym, znajduję się ośrodek odpowiadający za reakcję walcz albo uciekaj. Ta część mózgu nazywana jest mózgiem ssaków. Pisze o tym Robert Maurer w Filozofii Kaizen. Zaleca on, by w dokonywaniu zmiany odwoływać się do kory mózgowej, stanowiącej o tym, że jesteśmy ludźmi. Odpowiada za nasze zmysły, ruchy, zarządza naszym zachowaniem, za twórczą aktywność człowieka. Wyznaczanie sobie wielkich celów uruchamia następujący mechanizm: 1) Chęć zmiany wywołuje lęk. 2) Ten z kolei blokuje dostęp do kory mózgowej. 3) W konsekwencji dochodzi do braku konstruktywnych strategii radzenia sobie, odpuszczenia lub przegranej. Dokonywanie drobnych zmian bazuje na wyznaczaniu sobie małych i bardzo małych celów. Takich, których wykonanie jest proste. Czasami nawet wydać nam się mogą zbyt banalne. Jednak dzięki takiemu podejściu oszukujemy lęk. Wspomniana reakcja walcz albo uciekaj nie ma miejsca, a więc dostęp do kory mózgowej jest otwarty. Dzięki niej korzystamy z konstruktywnych strategii radzenia sobie. Mózg uczy się ich i tworzy nowe połączenia nerwowe. Z czasem zmiana zaczyna nabierać cech nawyku i staje się normą.

Jest takie powiedzenie modne w coachingu i psychoterapii: Mała zmiana czyni wielką zmianę. Wykonanie pierwszego kroku w dobrym kierunku zwiększa szansę powodzenia w wielkim przedsięwzięciu. Dzięki takiemu drobnemu ruchowi w pożądanym kierunku odzyskujemy poczucie sprawstwa i motywację. To działa. Zarówno w życiu osobistym jak i w funkcjonowaniu grup i organizacji. Stąd właśnie wywodzi się pojęcie tak zwanych quick wins/szybkie sukcesy stosowane zazwyczaj w biznesie. Chodzi w nich o to, że nawet w największym projekcie, pierwsze oznaki zmian powinny być widoczne jak najszybciej. Po to, żeby cała organizacja widziała, że realizacja celu głównego jest na dobrej drodze i utrzymała motywację do dalszej pracy.

Przesłanka ekologiczna

Druga przesłanka dotyczy przede wszystkim tych obszarów naszego życia, na które główna zmiana będzie wpływać pośrednio. Zmieniając jeden element naszego zachowania, wpływami na zmiany w większości innych aspektów życia. Przypuśćmy, że postanowiliśmy wieść zdrowy tryb życia, który oznacza dla nas jogging o poranku 3 razy w tygodniu, basen i zdrowe odżywianie. Dokonanie takiej zmiany z pewnością będzie dobre dla naszego zdrowia. Spowoduje też sporo innych zmian. Na przykład wpłynie na to, że zrezygnujemy z porannej kawy z żoną w dni, kiedy biegamy. Dwa razy w tygodniu zrezygnować będziemy musieli ze wspólnej kolacji z całą rodziną, bo akurat wtedy wypada basen. Zdrowa żywność nie musi pasować żonie i reszcie domowników. W związku z tym zakupy robić będzie trzeba w różnych miejscach. Ich koszty też się zwiększą. Uprawiając intensywnie sport spotkamy ludzi o podobnych pasjach. Zaczniemy spędzać z nimi więcej czasu. W konsekwencji tego, zostanie go mniej dla „starych” znajomych. Kolejne zmiany można wymieniać w nieskończoność. Rzecz polega na tym, że radykalna zmiana niekoniecznie akceptowana jest przez nasze otoczenie. Wtedy nie zyskamy wsparcia (rodziny, przyjaciół, znajomych, szefów w pracy) i zwiększymy prawdopodobieństwo porażki. Dokonywanie zmian stopniowo pozwala na budowanie nawyków, ale także na powolne przygotowywanie otoczenia do docelowej zmiany. Taką stopniową zmianę nazwać można właśnie ekologiczną, bo minimalizuje ona negatywne skutki dla otoczenia i nas samych.

 

[zdjęcie pochodzi z serwisu www.pixabay.com]